Ciało pokryte mam łuskami wredności. A z podrażnionych wypływa jad. Dzięki nim odkryłam dziwną zależność. Im bardziej zależy mi na kimś, tym bardziej wredna jestem dla niego. Uaktywnione receptory produkują toksyczny jad. Taki mój chory sposób na okazywanie uczuć. Jednak działa to w obie strony. Bo na swój irracjonalny sposób wredota i bezczelność jest również czymś, co mnie przyciąga. Kusi zapach otarć i zadrapań. Masochistyczna istota relacji damsko-męskich. Tych moich. I gdy złoszczę się i wkurzam to niekoniecznie jest coś negatywnego. Wręcz przeciwnie. Bo tak naprawdę nie lubię, gdy ktoś przyznaje mi rację. Lubię, gdy lecą iskry.
Ale wszystko ma swoje granice.
'nawet w chwilach tak okrutnych, pamiętaj, że nic się nie zmienia. że kiedy upokarzam Cię to robię to, by bardziej Cię kochać.'