sobota, 29 grudnia 2012

'jest ktoś, kto jeśli nie Ty dostanie w prezencie wszystko.'

Znikam na kilka dni. Mam wiele wątpliwości, jednak nie chcę zastanawiać się nad słusznością tej decyzji. Postanowiłam zaryzykować. Zrobić coś szalonego. I zupełnie inaczej rozpocząć nowy rok. Więc albo się pozabijamy albo coś z tego będzie.
W stolicy Wielkopolski.
'tonight let's get some and live while we're young.'
Szczęśliwego Nowego Roku :)

piątek, 28 grudnia 2012

'cały ten czas jak pierwszy raz musi być, musi trwać.'

Lubię robić zdjęcia. To z nimi wiąże się wiele wspomnień i dlatego w ten sposób postanowiłam podsumować mijający rok. Bo pamiętam wszystkie okoliczności związane z powstaniem każdego z nich. A czasami zwyczajnie brakuje słów. 
Jednak mam świadomość, że znaczenia większości z nich nie będziecie znać :)

styczeń
'zaraz zacznie się tysiąc świateł.'


luty
'zapach Twojej skóry za powietrze wystarczy mi.'
 
 

marzec
'choć tak szybko, jak śnieg roztopił się sen.'
 

kwiecień
'gdy nie wiem co robię, wiem tylko, co czuję.'


maj
'tell me lies or tell me when tear me up again.'
 

czerwiec
'i usycham i kwitnę, i ciągle chcę więcej.'


lipiec
'nasz sen kaskaderów wśród traw, umierajmy.'
 
  

sierpień
'we drink the fatal drop, then love until we bleed, then fall apart in parts.'
 

wrzesień
'teach me, I know I'm not a hopeless case.'


październik
'I came to win, to fight, to conquer, to thrive.'
  

listopad
'chcę dobrą pracę i psa i pieniądze.'


grudzień
'guess mine is not the first heart broken. my eyes are not the first to cry
I'm not the first to know, there's just no gettin' over you
I'm just a fool who's willing to sit around and wait for you.' 


To był naprawdę zakręcony rok. Wiele wzlotów i upadków. Nadziei i rozczarowań. A przede wszystkim najcenniejsza chwila szczęścia, o której nigdy nie zapomnę. A żałuję tylko tego, na co zabrakło mi odwagi. Jednak nabywam jej coraz więcej, by już nie marnować okazji. Bo nauczyłam się, że trzeba z każdej korzystać.
I będę.

czwartek, 27 grudnia 2012

'nie mam najmniejszych złudzeń, co do przyszłych przebudzeń. choć bardzo bym chciała.'

Nie mogę dłużej wstrzymywać życia przez wzgląd na Ciebie. Nie mogę w nieskończoność spragniona czekać na jakikolwiek gest. Zbyt dobrze poznałam smak rozczarowania pozostawiającego niedosyt. To przykre, że już mnie nie zaskakujesz. I że tak łatwo przychodzi mi przewidywanie Twoich słów. Więc czas przestać czekać.
A koniec roku to dobry czas na uporządkowanie pewnych spraw.
'zamarzam, kiedy mówisz TAK, choć wcale nie słuchasz mnie.'

wtorek, 18 grudnia 2012

'and it's sick that all these battles are what keeps me satisfied.'

Wciąż błądzimy pomiędzy dwuznacznymi podtekstami. Rywalizujemy podrażniając swoje serca wbijaniem kolejnych szpilek. To chore jaką sprawia mi to przyjemność. A im bardziej chcę, tym bardziej nasączam słowa aluzjami, wykrzywiając na wszystkie możliwe strony, by w jednej chwili wszystko obrócić w żart. Milion słów odbijających się od ścian i żadnego konkretnego działania. Bo nie potrafimy wprost. Nie potrafimy bezpośrednio.
Tylko czy nie potrafimy, czy raczej nie chcemy? 
'masuj obolałe niedomówienia.'

poniedziałek, 17 grudnia 2012

'porcja ciepłych złudzeń przenika do serc.'

Ludzie lubią wierzyć w to, co jest dla nich wygodne. Interpretować wydarzenia i słowa tak, by uzupełniły ich bajkę i poparły teorie. Wówczas nawet zarysowany lakier na paznokciach czy spóźniony autobus mogą być złym omenem. A to dopiero początek chorej spirali nakręcającej wyobraźnię, która działając na wysokich obrotach wyłapuje z otoczenia kolejne 'znaki' interpretując je zgodnie z subiektywnymi założeniami. To się chyba nazywa strachem.
A moim znakiem jest choroba i ból zęba.
'to tylko strach. on zawsze z Tobą jest.'

sobota, 15 grudnia 2012

'uśpię swoją czujność. może tak przestanie mi przeszkadzać nadmiar możliwości. gdy nie mogę kochać, nie mam jak zdradzać.'

Nauczyłam się kolekcjonować opcje. Do pudełka zbierać wyjścia awaryjne. I szukać kolejnych wersji zastępczych. Natomiast wciąż brakuje mi konkretnego celu czy punktu docelowego. I pewności, że właśnie go chcę. Pozostaje tylko odbijanie od ścian i kilka przypadkowych zadrapań.
Chcę chcieć. Tak całkowicie, a nie połowicznie.
'a ja się waham na brzegu centymetrów.'

wtorek, 11 grudnia 2012

'o słodka ironio, uczysz dorosłej gry.'

Wraz z wiekiem zmienia się perspektywa postrzegania otoczenia. Świat nie jest czarno-biały, a oczom ukazuje się cała gama odcieni szarości. Jako dorośli możemy funkcjonować w różnych płaszczyznach. Rozszerzając horyzonty widzimy więcej i chcemy więcej. Jesteśmy w stanie umieścić siebie w różnych, często do tej pory absurdalnych, rolach. Odkrywamy nowe możliwości, jednak niekoniecznie te dobre. Bo z wiekiem zaciera się coraz więcej granic. Znikają oczywistości, a przechodzenie z jednej skrajności w drugą staje się zbyt płynne i czasami niezauważalne. Dlatego tak łatwo jest się zatracić. I gdzieś po drodze zgubić siebie.
Bo to, co do tej pory było niedopuszczalne, nagle staje się niebezpiecznie namacalne.

niedziela, 9 grudnia 2012

'spod sztucznych rzęs dramatów czar.'

Całkiem niedawno narzekałam na brak wrażeń. I bum. Mam swój dramat. Zupełnie nowy. A do kolekcji dziwnych sytuacji mogę dołączyć świętoszka z żoną i synkiem. Tego jeszcze nie było. I dawno nie byłam w takim szoku. Świat jeszcze potrafi mnie zaskakiwać. I ludzie także. Ale najbardziej moje wahanie. I brak oczywistej odpowiedzi na kolejną propozycję spotkania. 
Bo z wiekiem zaciera się coraz więcej granic.

sobota, 1 grudnia 2012

'jesteś jak sen o spadaniu, jeden Twój gest i uśmiecham się. jesteś jak zwykle za późno, zepsułeś mi dzień.'

Wciąż rozbudzasz we mnie szereg sprzecznych uczuć. W jednej chwili uwielbiam Cię, a w drugiej nienawidzę. Ale im bardziej mnie drażnisz, tym bardziej Cię chcę. A pewnego rodzaju brak zahamowań bywa wręcz fascynujący. Nie potrafię tego wyjaśnić. I nie wiem jak to robisz, ale rób tak dalej. Igraj z ogniem. Podrażniaj serce. Wprowadzaj w skrajności. I uwielbiaj moje paznokcie. 
Bo tylko dzięki Tobie potrafię śmiać się z wściekłości.
'lubię, gdy mówisz, że potrzebny jestem jak nowotwór.'

piątek, 16 listopada 2012

'to miasto ważnych spraw i krótkich miłości.'

I znowu to samo uczucie. Ogromny sentyment rozgrzewający serce. Bo jest mi tam tak dobrze. I właśnie wykorzystałam ostatni powód by odwiedzić to miasto. Odebrałam dyplom, dokumenty i nawet dostałam książkę za 'bardzo dobre wyniki w nauce'. Oczy cieszą znajome miejsca i znajome twarze. Ociekający dwuznacznością flirt z Ciasnym Krzychem (instruktor nr 3) z obietnicą odwiedzin w moim mieście w celu realizacji zaległego soku. I kolejne zaproszenie na imprezę urodzinową szkoły jazdy. A na deser kawa i spacer z Kanadą. Swoją drogą to wspaniały facet. Całkiem przystojny i uroczy. Zakręcony jak ja, dlatego tak dobrze dogadujemy się. A to wszystko sprawia, że kocham to miasto. 
I pomyśleć, że całkiem niedawno prawie każdy mój dzień był taki intensywny.

czwartek, 15 listopada 2012

'potykam się, gdy kredką podkreślam swoją niepewność.'

Chyba w końcu powinnam zacząć podejmować odpowiednie decyzje. A przynajmniej wstrzymać się od tych nasączonych głupią naiwnością i złudną nadzieją. Może to nic nie zmieni, ale wiem jaki jest 'właściwy' wybór. O ile jakikolwiek z dostępnych można tak nazwać.
Bo chyba próbuję zrobić krok w konkretną stronę.

czwartek, 8 listopada 2012

'wielu rzeczy o mnie nie wiesz.'

Wrobiona przez żądną perwersyjnych ciekawostek Lexi mam zaszczyt przedstawić Wam siedem faktów z mojego życia.

1. Większość z Was już raczej wie, ale jakby nie patrzeć to jeden z faktów dotyczących mojego życia, więc wypada o nim wspomnieć. Tak więc, poszłam o rok wcześniej do szkoły. Nie żebym była jakaś genialna ani nic takiego. Podobno bardzo chciałam, więc tak też się stało. I cieszę się, że tak wyszło. Jakby nie patrzeć mam teraz rok do przodu :)

2. Skoro cofnęłam się do lat młodości to mogę napisać coś o czym mało kto wie. Mała red lips marzyła, że gdy dorośnie zostanie sławną malarką. Moja mama zawsze powtarzała, że mam niby artystyczną duszę. Uwielbiałam malowanie i wszelkiego rodzaju manualne zabawy. Poświęcałam im każdą wolną chwilę. Nawet malowałam na ścianach w pokoju. Ba, chciałam pójść do szkoły plastycznej. Jednak z czasem, sama nie wiem nawet kiedy, zatarło się. Później kilka razy próbowałam wrócić do tego, ale wciąż nie potrafię. 

3. Od dłuższego czasu mam długie paznokcie. Lubię je w pakiecie z różnokolorywmi lakierami, których mam już sporą kolekcję. A poza tym takie pazurki są dość przydatne w życiu i można je używać na wiele różnych i ciekawych sposobów xD

4. Spełnię zapotrzebowanie Lexi na pikantność i napiszę o jeszcze jednej mojej 'wariacji'. Lekko perwersyjna red lips uwielbia pocałunki. Zarówno te delikatne i subtelne jak i również nico bardziej porywcze i drapieżne. Mrrr.. o, tak. To taka jedna z moich słabości. A kiedyś nawet usłyszałam, że mam idealne usta do całowania, więc może dlatego tak bardzo lubię.. to zajęcie ^^ (Lexi, taka pikantność musi Ci wystarczyć :P).

5. Podobno jestem bardzo otwartą kobietą, a mój optymizm udziela się innym. I z tym związany jest kolejny fakt, a mianowicie lubię uśmiechać się. Staram się robić to jak najczęściej. Uśmiecham się nawet do nieznajomych, dlatego czasami mogę wyglądać nieco podejrzanie. Kilka razy padło pytanie co biorę, bo inni też by tak chcieli. A ja mam po prostu ADHD (zarówno ruchowe jak i słowne :P).

6. Wciąż mam w sobie wewnętrzne dziecko, które objawia się nie tylko dziecinnym zachowaniem (i ADHD), ale także ubiorem. I mimo, że jestem już starą dupą, część mojej garderoby stanowią słodkie bluzki. Od serduszek, przez różnego rodzaju printy, a na pandach kończąc. Bo po co jeszcze postarzać się ubraniem? :P 

7. A żeby nie było monotematycznie to dodam, że całkiem niedawno odkrywałam w sobie zamiłowanie do pieczenia i gotowania. I mimo, że jestem całkowitą przeciwniczką teorii o roli kobiety w kuchni, lubię tam przebywać. Bo to naprawdę świetna zabawa. Zazwyczaj kombinuję, robię wszystko na oko i obserwuję efekty. Może nie zawsze mi wychodzi, ale to nie zniechęca się, dalej eksperymentuję.

I bawimy się w podaj dalej - kto jeszcze nie zwierzał się teraz ma okazję :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

'mówią żeś wredna i niebezpieczna.'

Ciało pokryte mam łuskami wredności. A z podrażnionych wypływa jad. Dzięki nim odkryłam dziwną zależność. Im bardziej zależy mi na kimś, tym bardziej wredna jestem dla niego. Uaktywnione receptory produkują toksyczny jad. Taki mój chory sposób na okazywanie uczuć. Jednak działa to w obie strony. Bo na swój irracjonalny sposób wredota i bezczelność jest również czymś, co mnie przyciąga. Kusi zapach otarć i zadrapań. Masochistyczna istota relacji damsko-męskich. Tych moich. I gdy złoszczę się i wkurzam to niekoniecznie jest coś negatywnego. Wręcz przeciwnie. Bo tak naprawdę nie lubię, gdy ktoś przyznaje mi rację. Lubię, gdy lecą iskry.
Ale wszystko ma swoje granice.
'nawet w chwilach tak okrutnych, pamiętaj, że nic się nie zmienia. że kiedy upokarzam Cię to robię to, by bardziej Cię kochać.'

piątek, 2 listopada 2012

'skąd obojętność, która każe mi stać, kiedy chciałbym pobiec za Tobą?'

'A tak na poważnie to się pytałem co i gdzie, bo przez Ciebie chcę sobie znów poszukać kobietę. A Ty jesteś najfajniejsza tylko, że gdzieś daleko i w ogóle. I w sumie za to Ci wcześniej chciałem podziękować, że mam już dość bycia samemu. Zaczęło mnie to męczyć. Chcę kogoś pomęczyć, pobyć z kimś, pośmiać się, poleżeć, pomasować, powychodzić gdzieś razem, być szczęśliwym na święta.'
Miło, ale mimo wszystko dziwnie.

poniedziałek, 29 października 2012

'jeszcze nie Twoja, nie Jego już. zawieszona czekam tu.'

Boję się odciąć od tej całej historii z Instruktorem. Boję się zrobić decydujący krok, po którym nie będzie już możliwości powrotu. Boję się pojechać na weekend do Kanady. I jeszcze niedzielna kawa z R. Bo chyba wciąż gdzieś w głębi tli się mały płomień nadziei. I zupełnie paradoksalne złudzenie, że jeszcze będziesz mnie naprawdę chciał. A brak czasu nie jest tylko wymówką zamydlającą mi oczy. Dlatego wciąż stoję pośrodku, marnując kolejne szanse. I sama już nie wiem czy nie potrafię, czy bardziej nie chcę podążać drogą ku stabilizacji.
Bo znowu nagryzam wersy, by za chwilę uciec.
'w głowie mi siedzisz wciąż. o Tobie myślę dzień i noc, czy tego chcę czy nie.'

sobota, 27 października 2012

'za wcześnie przyszedł świt. niedospane sny.'

Śnieg za oknem i mieszanka uczuć w sercu. Bo wydawało mi się, że już przyswoiłam myśl o powrocie na stałe. Jednak jest inaczej. Jest mi tak strasznie dziwnie i nieswojo. Do tej pory funkcjonowałam w zawieszeniu. A wszystko działo się obok mnie. Wakacje spędzone tam i wrześniowy powrót tu. Tak jakby cała równowaga została zachwiana. Zaburzona harmonia dni i pór roku. Jest inaczej. I ten śnieg. Niespodziewany znak uświadamiający mi, że pomimo mojej dezorientacji wszystko wciąż idzie naprzód. Świat nie zawalił się. 
A mi wciąż jest żal.
'przez noc zasypie śnieg nasz park (...) nie ma mnie tu.' 

wtorek, 23 października 2012

'jak wiele bzdur musisz popełnić, aby cokolwiek zrozumieć?'

Dziś bez zbędnego pieprzenia głupot. Bez tęsknoty i pustki siedzącej w sercu. Bez marudzenia i narzekania. A w zamian kwejkowe mądrości.


sobota, 20 października 2012

'lecz zamiast szukać wyjścia, my wolimy błądzić.'

Pogubiłam się. A może właśnie zaczęłam odnajdywać się? Może właśnie schodzę na ziemię, zrzucam klapki z oczu i widzę jak sytuacja naprawdę wygląda. Bo chodząc dookoła zgubiłam właściwy sens. Zastąpiłam go własną fantazją. Ale już wracam na odpowiednią drogę. I nawet porzucam pragnienie powrotu. A raczej jego realizację. Bo czas zająć się tym, co dzieje się tu i teraz. 
Czas dorosnąć.
'tylko teraz i tu. nie we wspomnieniach. i nie w marzeniach. żyć możesz tylko teraz i tu.'

piątek, 19 października 2012

'chodź, pokażę Ci garaże. garaże pełne marzeń.'

Ostatnio zachowuję się nieco irracjonalnie. Bardziej niż zwykle. Ale nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby moja lekka psychoza nie objawiała się dość bezczelnym obserwowaniem poruszających się tudzież stojących w miejscu samochodów. O tak, jeszcze nie posiadam stosownego dokumentu a już od kilku dni wypatruję na ulicach wymarzonego auta. I zakochuję się w pastelowożółtej pandzie idealnie komponującej się z kolorem moich paznokci. A w międzyczasie serce ogrzewa widok mijających mnie elek, który jednocześnie maluje na twarzy uśmiech tęsknoty. 
Słodko-kwaśny sentyment.


środa, 17 października 2012

'I don't wanna be no man's woman. it don't make me happy.'

Chyba zaczynam mieć dość odbijania się od ścian. Skakania między wierszami. Nagryzania wersów i szybkiej ewakuacji. Do tej pory uciekałam, gdy zaczynało robić się poważnie. Zupełnie tak, jak Ty teraz. Strach przed wielkimi słowami nazwałam alergią na związki. Konieczność określenia uwierała za bardzo. Bo tak wygodnie było stać pośrodku. Bez żadnych deklaracji i zobowiązań. Przyjemna powierzchowność. Jednak czasami męczy mnie ta cała zabawa. I coraz częściej wyłapuję dziwną potrzebę czegoś bardziej stabilnego. Istnienia w pełnym wymiarze godzin.
Albo może to tylko efekt uboczny kumulacji zaręczyn i ślubów wśród znajomych.
'gdybyś miał, a nie miewał czas i chęć i gest - byłabym na wyłączność, a nie ogólnie dostępna.'

poniedziałek, 15 października 2012

'bez żadnych niedopowiedzeń. i żadnych intymności.'

Jeszcze na chwilę. Bo nie lubię kiedy przyznajesz mi rację. Zwłaszcza, gdy zgadzasz się, że 'na odległość nie ma sensu rozbudzać'. I nawet, gdy jest to zdanie całkowicie wyrwane z kontekstu. Bo sens wwierca się w umysł. A Ty znowu wymknąłeś się w ciszę. 
Jednak już przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy.
'popiół i cement. mentalny niż.'

sobota, 13 października 2012

'i choć tyle tu miejsc i taki w nich zgiełk, w tym mieście tak bez Ciebie pusto jest.'

Uwielbiam to miasto. Jednak pobyt tam przypomina jak bardzo brakuje mi Ciebie. I jak tęsknię za wszystkimi spędzonymi tam chwilami. Znajome miejsca, parki, fontanny i huśtawki. Znajome jednak nie takie same. Bo chwilowe. Bo już nie moje. Bo już bez Ciebie. I nawet babski wieczór przywołuje wspomnienie chwil spędzonych z Tobą. Nocne spacery po mieście i klubach. A piwo względnie lubię pić tylko z Tobą.
'na żadnej z map nie znajdę wiem, naszych miejsc i wspólnych chwil.'

piątek, 12 października 2012

'w obcych autach sny księgowych dzieją się.'

Ostatnio mam wrażenie, że w elkach panuje dziwnie erotyczna atmosfera. W powietrzu bez problemu można wyłapywać aluzje i dwuznaczności. W dodatku Instruktorzy okazują się być idealnymi towarzyszami do wszelkich konwersacji. A tajemnica elki rozwiązuje język. Być może właśnie dlatego tak dobrze czuję się w nich. I co dziwne, już mi ich brakuje. Elek i instruktorów. 
A tymczasem mogę zająć się poszukiwaniem mojego wymarzonego małego, miętowego autka.

 
A jeżeli chodzi o zdjęcie, to zwyczajnie nie mogłam się powstrzymać :)

poniedziałek, 8 października 2012

'postać rzeczy i obrót spraw przykrywa kurz ubocznych skutków chcenia.'

Zazwyczaj nie wdaję się w dyskusje na temat wiary. Bo jest to indywidualna sprawa każdej osoby, a innym nic do tego. I ja mam swoją wiarę, z którą nie obnoszę się dookoła. Chodzę co niedzielę do kościoła, ale to wcale nie znaczy, że zgadzam się ze wszystkimi ideologiami głoszonymi przez księży. A aktualnie jestem wręcz zbulwersowana postawą jednego z nich. Bo kto dał im prawo do osądzania innych ludzi? Mimo, że nie żałuję mam świadomość swojego grzechu i nie potrzebuję bezczelnego oceniania. Bo ich zadaniem jest jedynie wskazywanie 'właściwej' drogi. I tym oto sposobem stałam się największą grzesznicą stąpającą po ziemi, żeby nie powiedzieć dosadniej - puszczalską dziwką. I te rozbrajające pytania: ile razy zgrzeszyłaś? ile masz lat? czy chodzisz co niedzielę do kościoła? do spowiedzi? ale właściwie dlaczego to zrobiłaś? A moje ulubione: co zamierzasz teraz z tym zrobić? weźmiecie ślub? Oczywiście! Tylko jest mały problem, prawdopodobnie już nigdy nie spotkamy się. I jeszcze wiele bardzo cennych komentarzy w stylu, że skoro ten chłopak wie, że jestem taka łatwa to nie będzie chciał niczego więcej, tym bardziej ślubu. A w ogóle gdyby mnie kochał to nie namawiałby mnie do tak wielkiego grzechu i teraz muszę żyć z tym piętnem. I nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. 
A teraz nie dziwię się dlaczego ludzie coraz częściej unikają kościoła, a raczej księży.

piątek, 5 października 2012

'tęsknota we mnie siedzi jak drucik z miedzi.'

Wciąż tęsknię. Serce wyrywa się, a myśli nieudolnie szukają rozwiązania. Bo wciąż brakuje mi wszystkiego. Nie tylko spotkań i rozmów z nim, ale wszystkiego, co było związane z tamtym czasem i miejscem. Brakuje mi magii wieczornych ulic i dzikich wygłupów na karaoke. Ludzi malujących uśmiech na twarzy. Ciasnego akademikowego gwaru. I nawet zwykłych codziennych czynności. Nawyków, na których przyłapuję się teraz będąc przejazdem, kiedy chcę odruchowo wziąć mleko ze sklepowej lodówki. Brakuje mi tego, co składało się na wszystkie dni z ostatnich pięciu lat. I niezachwianej pewności, że jestem we właściwym miejscu.
Bo wciąż mam nadzieję na powrót.

środa, 3 października 2012

'kilka uścisków, kilka snów.'

Każda z nas marzy o niezapomnianym romansie. Nie tylko pełnym pożądania i namiętności, ale także subtelności i czułości. Czegoś więcej niż kilka przypadkowych pocałunków. Czegoś więcej niż szybki numerek w lesie czy na tylnym siedzeniu samochodu. Może nie od razu wielkiego łoża z baldachimem, tysiąca świec czy innych romantycznych pierdół. Wystarczy odrobina szczerego zaangażowania i.. właściwa osoba. Poczucie chociażby chwilowej wyjątkowości. I bezpieczeństwa.
Ahh, tylko tyle.

wtorek, 2 października 2012

'jak trudno jest odejść i nie skusić się.'

Czasami przeraża mnie moje zachowanie. I już nie wiem czy wynika ono z potrzeby poczucia czegoś wyjątkowego, czy bardziej zagłuszenia aktualnych uczuć i myśli. A chęci zacierają granicę pomiędzy tym, co właściwe, a co nie. Bo świat tak niebezpiecznie kusi. A męskie bluzy są niezwykle przyjemne. Dlatego tak łatwo jest wpaść w wir ulotnych przyjemności na chwilę zagłuszających myśli, po której rzeczywistość brutalnie sprowadza na ziemię.
A powstrzymuje mnie tylko kolejne wspomnienie o nim.

sobota, 29 września 2012

'ta cisza to za dużo dla mego serca.'

Cisza ma zdecydowanie lepszy przekaz niż Rafaello. Wyraża więcej niż milion słów, a w dodatku nic nie kosztuje. Bez zbędnego wysiłku i zaangażowania. Nic, tylko brać. I obdarowywać nią innych. 
Uroczo.
'cisza rośnie dzień po dniu.'

czwartek, 27 września 2012

'teach me, I know I'm not a hopeless case.'

Właśnie skończyłam praktyki pedagogiczne w szkole średniej. Na początku miałam wiele obaw, zwłaszcza obserwując zachowanie 'dorosłej' młodzieży, która oburza się, gdy nazwa się ich dziećmi. Jednak ku mojemu zdziwieniu nie było aż tak źle. Powiedziałabym, że nawet dość zabawnie, ale czasami też przerażająco. Bo niestety przerażający jest stan wiedzy niektórych uczniów i brak podstaw. A zabawne są pytania chłopców 'czy ma pani facebooka? jeśli tak, to znajdę panią'. 'Czy ma pani po naszej lekcji jeszcze jakieś? jeśli nie, to chętnie bym panią odprowadził'. 'Udziela pani korepetycji? bo chciałbym umówić się'. 'Przepraszam, czy mogę panią prosić o.. buziaka?' Nawet niektórzy zaczepiali mnie na korytarzu i pytali czy będą mieli ze mną lekcje. I jeszcze zabawniejsze sytuacje, gdy myśleli, że jestem uczennicą: 'cześć, jestem K. będziesz chodzić z nami na lekcje?'. I oczywiście do pomocy w przeprowadzeniu doświadczeń zawsze znalazł się jakiś chętny uczeń. Już nawet mam kilku 'ulubieńców'. A w praktyce to biedni chłopcy, których imiona udało mi się zapamiętać. 'Czy zauważyliście, że D. jest na każdej lekcji przy tablicy?' A na koniec czułe pytanie na poziomie przedszkolaka 'a kocha mnie pani?'
I wiecie co? Nawet podoba mi się bycie nauczycielką. Czasami jest ciężko, ale to jest chyba to, co mogłabym robić w życiu. A dodatkowo wkręcam się w korepetycje żeby co nieco zarobić. 
Więc jest całkiem ok.

środa, 26 września 2012

'i kocham to miasto, zmęczone jak ja.'

W chwili, gdy zaczęłam organizować sobie czas i przyzwyczajać się do myśli, że utknęłam w moim rodzinnym mieście pojawiła się propozycja, na którą czekałam od miesiąca. Mała iskierka nadziei rozpalająca moje serce. 'Z B. i A. szukamy mieszkania. Chcesz zamieszkać z nami?' Czy chcę? Bardzo. Pamiętam jak pisałam, że gdyby pojawiła się jakakolwiek opcja to bez zastanowienia zostawiłabym wszystko. Znalezienie mieszkania to tylko kwestia czasu. Gorzej z pracą, zwłaszcza w studenckim mieście. Ale nie poddaję się i zaczynam kombinować. To musi się udać. Musi.
Bo tak bardzo chciałabym tam wrócić.

wtorek, 25 września 2012

'should I give up, or should I just keep chasing pavements? even if it leads nowhere?'

Wciąż niepotrzebnie analizuję. Nie potrafię przestać myśleć o Tobie, chociaż wiem, że to jedyne słuszne rozwiązanie. Odpuścić. Jednak wiedza nie czyni nas mądrzejszymi lecz tylko świadomymi. A skoro mimo tego dalej, już świadomie, pogrążamy się, to czyni nas jeszcze głupszymi. 
Paranoja.
'I'd build myself up and fly aroud in circles. wait then as my heart drops and my back begins to tingle.'

niedziela, 23 września 2012

'sama tego chciałaś, pewnie coś był wart. zapłacony ciałem kolorowy slajd.'

Miałam swój wymarzony romans. Z instruktorem. Wiem, nic oryginalnego. Zdarza się. Zapewne częściej niż mogłoby się wydawać. Bo to tylko romans. Przelotna znajomość, której niepotrzebnie kurczowo trzymam się. I znowu to robię. Zapycham szczeliny czasu marudzeniem i użalaniem się. Odciągam uwagę od prawdziwej rzeczywistości. I chowam się za kilkoma chwilami, których termin ważności już dawno upłynął.
Kolejny nieporadny unik.
'i tak nie spotkamy się więcej. i tak nie będziemy się więcej już znać. i tak nasze usta nie będą już ze sobą więcej grać.'

piątek, 21 września 2012

'she was always like a feather, in the air. I never knew she’s was flying or falling.'

Ludzie uwielbiają przejrzystą powierzchowność, która zwalnia ich z konieczności zagłębiania się w niewygodne szczegóły. Tak łatwo jest im zgodzić się z tym, co widzą oczy. Bez zbędnych analiz pochłaniających czas. Bo ona jest taka radosna. Zawsze uśmiechnięta. Otwarta i wyluzowana. Pozbawiona wszelkich kompleksów. Taka beztroska. I niczym się nie przejmuje. Ale tylko nielicznym, bawiącym się w amatorską psychologię, przyjdzie do głowy myśl, że to wszystko to nic więcej niż gra pozorów. Myśl, która znika wraz z jej kolejnym uśmiechem.
Bo ona patrzy na deszcz z innej strony.
'z uśmiechem przyklejonym do każdej części ciała.'

środa, 19 września 2012

'skaż to ciało na śmierć przez zapomnienie.'

Milczysz. Rozumiem, że jesteś zajęty. Naprawdę. Ale czy aż tak? Sama ostatnio mam niewiele wolnego czasu, ale mimo to znajduje chwile by spojrzeć na telefon. I rozczarować się. Bo nie odzywasz się. Wiedziałam, że tak będzie. Każdy wiedział. A mimo to boli. Bo brakuje mi Ciebie. Bo zwyczajnie tęsknię. Ale to nie ma znaczenia, prawda?
W zasadzie nigdy nie miało.
'nie umiem dłużej siedzieć w milczeniu. Ty chyba w ogóle zapomniałeś o moim istnieniu.'

niedziela, 16 września 2012

'piosenka prawdę Ci powie.'


Bo Domi uparła się, więc niech już jej będzie :P

1. Czy weźmiesz ślub?
'bronię się 
ciągle mówię nie 
to nie dla mnie.'
[Ania Dąbrowska - Nigdy nie mów nigdy]

2. Jak będzie można określić historię Twojego życia?
'lubiła tańczyć 
pełna radości tak 
ciągle goniła wiatr
spragniona życia wciąż 
zawsze gubiła coś
nie chciała nic 
nie rozumiałem kiedy mówiła mi:
'dzisiaj ostatni raz zatańczmy proszę tak, jak gdyby umarł czas.'
[Rotary - Na jednej z dzikich plaż]

3. Reakcja na wygraną w totka?
'kupiłem czarny ciągnik,
kupiłem czarny ciągnik,
alufelgi, ciemne szyby
zawsze chciałem mieć takie coś
właśnie po to, by wozić ją.'
[Blenders - Ciągnik]

4. Jakie będą Twoje studia wyższe?
'closing time, every new beginning comes 
from some other beginning's end.'
[Green Day - Closing time]

5. Piosenka idealna na imprezę to..
'tańcz, głupia tańcz
swoim życiem się baw
wprost na spotkanie ognia leć
tańcz, głupia tańcz
wielki bal sobie spraw
to wszystko, co dziś możesz mieć.'
[Lady Pank - Tańcz, głupia tańcz]

6. Jak zaczynasz dzień?
'każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje.'
[Pidżama Porno - Każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje]

7. Jaki jest dla Ciebie partner idealny?
'I fall in love with the wrong kind (...)
I see the darkness in you and it make my heart beat
harder than the punches that I know you've thrown
see them all around the men I know I should meet
I keep running headfirst into the unknown.'
[Michael Boddy - Wrong kind]

8. Jaką piosenkę zagrają na Twoim pogrzebie?
'nie mam najmniejszych złudzeń 
co do przyszłych przebudzeń
choć bardzo bym chciała, jak inni by chcieli
po śmierci obudzić się w białej pościeli.'
[Maria Peszek - Hedonia]

9. Czy będziesz miała szczęśliwe życie?
'koło fortuny wciąż nie dla mnie toczy się
a jednak wiem, że dostanę się na szczyt
czuję się jak ruchomy cel w ulicznej bójce
składam palce w pięść, nie poddaję się (...)
nie zatrzymam się, jak już złapię wiatr
niech uniesie mnie jak najbliżej gwiazd
nie zatrzymam się, zdobędę szczyt.'
[Ira - Nie zatrzymam się]

10. Co uczyni Cię szczęśliwym?
'chodź, przywitaj ze mną nowy dzień
czai się za oknem w bladej sukni nieba
choć nie będzie łatwo jednak wiem
w Twoich oczach znajdę spokój 
więcej wcale mi nie trzeba.'
[Harlem - Przywitaj ze mną nowy dzień]

11. Będziesz miała dzieci?
'daj ogień i skręta
śnią mi się bliźnięta.'
[Maria Peszek - Miły mój]

12. Przy jakiej piosence byś się rozebrała?
'zdejmij tę suknię, mała
noc taka krótka, popatrz zaraz świt
rozpuść włosy, jeśli tego chcesz
w Twoich oczach widzę rozkosz
chociaż Twoje usta mówią nie
zdejmij suknię, proszę Cię.'
[Harlem - Piąta trzydzieści]

13. Co myśli o Tobie Twoja mama?
'you can by your hair if it won't grow
you can fix your nose if he says so
you can by all the make-up that M.A.C. can make
but if you can't look inside you
find out who I am too
be in a position to make me feel so damn unpretty.'
[TLC - Unpretty (Glee)]

sobota, 15 września 2012

'where is the moment we needed the most? where is the passion when you need it the most?'

Uciekam w skrajności. Pustkę wypełniam po brzegi flirtem. Bezpośrednim i dwuznacznym. Smutek przykrywam pocałunkami. Czasami zbyt przypadkowymi. Chowam się między chwilowymi uniesieniami. Zbieram kolejne siniaki na ciele. I odwracam uwagę mało istotnymi epizodami. A śmiech jest odpowiedzią na każde pytanie i każdą sytuację. Jednak pomimo tych wszystkich zabiegów nie potrafię pozbyć się strachu. I wciąż uśmiecham się poprzez łzy.
Bo zbyt dobrze nauczyłam się udawać.
'cause you had a bad day. you're taking one down.'

wtorek, 11 września 2012

'do mnie mów, bo ja chcę Twoje słowa jeść.'

Nie potrafię funkcjonować, gdy nic się nie dzieje. A cisza jest niemiłosierną torturą. I sama nie wiem kiedy uzależniłam się od uwagi płynącej z męskiego potoku słów. Nie ufam i nie wierzę, a mimo to potrzebuję ich. Facetów. Lekka paranoja nadająca dniom barwy. 
Bo pomimo wszelkich zaprzeczeń fajnie jest usłyszeć czasami coś miłego.

poniedziałek, 10 września 2012

'nic z tego nie będzie. zrozum wreszcie, że nie różnimy się.'

Pod wieloma względami jesteś bardziej podobny do mnie niż mi się wydawało. Mówisz wiele naokoło i o wszystkim, ale nigdy o swoich uczuciach. Nie okazujesz słabości. Unikasz trudnych pytań. I starasz się nie angażować. Ale z drugiej strony wydajesz się być taki wolny. Bez skrępowania i ograniczeń. Taki nawet lekko obojętny. Jakby było Ci wszystko jedno. Też tak czasami mam.
Ale nie w stosunku do Ciebie.
'zazwyczaj kończysz coś, zanim znudzisz się.'

niedziela, 9 września 2012

'i opowiem o wszystkim, jak często się boję i czuję się nikim.'

Nie potrafię ubrać w słowa ani myśli, ani uczuć. Żal, pustka, rozczarowanie, smutek, rezygnacja, niepewność i.. strach. Tak, boję się praktycznie o wszystko. I tak bardzo żałuję, że nie jestem małą dziewczynką, która może schować się pod kołdrą, by przeczekać gorsze dni. Bo to już jest ten czas, kiedy samemu trzeba stawić czoła życiu. Wystawić pierś i iść do przodu. Bez ucieczek i uników. Tak zwana dorosłość. Dlatego niszczę serce kolejnymi porcjami kawy i napojami energetyzującymi, by przetrwać kolejny dzień. Jednak nie powstrzymują one powiek przed opadaniem. Siedzę i puszczam bańki. Zupełnie tak, jak wtedy, kiedy byłeś u mnie. 
Tylko Ciebie brakuje. Ciebie i tamtego miejsca.
'tak się boję o siebie, że zostanę sam. o swój psychiczny stan.'

czwartek, 6 września 2012

'i Twoje serce zwraca na posadzkę chłodną - podniecenie, całą czułość, uwielbienie.'

Niepotrzebnie tworzę wielkie ideologie. Ubarwiam kilka przyjemnych chwil, umieszczając je w innym wymiarze. Masochistycznie dłubię dziury w myślach. I narzucam sobie irracjonalną żałobę. Czasami sama gubię się pomiędzy rzeczywistością a dopisanymi odczuciami. Bo chyba za bardzo chciałabym żeby coś w końcu miało znaczenie. A prawda jest taka, że to był zwykły romans z instruktorem. Wakacyjna przygoda, jak milion innych każdego lata. Stwierdziłeś, że to nie był przypadkowy seks, że obydwoje tego chcieliśmy. Masz rację. Tylko, że to niczego nie zmienia. Było miło, ale skończyło się. Taki już jest urok romansów, więc bez sensu jest kurczowo trzymać się czegoś, co już nie wróci. Bo to, co teraz robimy jest paliatywnym przedłużaniem bydgoskiego czasu. I niepotrzebnie odkładamy to, co jest nieuniknione. Lepiej odpuścić. Lepiej.
Mimo, że brakuje mi Ciebie każdego dnia.

wtorek, 4 września 2012

'the air around me still like a cage.'

Wciąż nierozpakowane walizki zagracają resztki wolnej przestrzeni. I czekają na jakiś znak. Chociażby najmniejszą iskierkę nadziei na zmiany. Czasami błagalnie wołają, by mogły wrócić tam, gdzie do tej pory były. A czasami sama bezgłośnie dołączam się do ich wołania wysyłanego w próżnię. To zabawne. Gdybym tylko mogła wyjechać, zrobiłabym to bez zastanowienia. Zabawne i przykre. 
Bo przecież i tak nie miałabym do kogo wrócić.

piątek, 31 sierpnia 2012

'no, I don’t wanna leave, but I must keep moving ahead.'

Boli mnie serce. Żal ściska gardło. Nie mogę oddychać. A po policzkach płyną łzy. Nie potrafię ogarnąć tych uczuć. Rozpadam się. I nie cieszy nawet idiotyczny tytuł magistra. Bo już tam nie wrócę. Bo już nie będziemy spotykać się. Bo już tęsknię. Tylko nie wiem czy bardziej za tamtymi miejscami, czy za nim. 
I dość ekstremalne pożegnanie na szczycie polany z magicznym widokiem na centrum miasta. Ostatnie wspomnienie.

środa, 29 sierpnia 2012

'zaciągam się Tobą, chociaż nie palę wcale.'

Żałuję. Żałuję, że nasza znajomość rozwinęła się tak późno. I że został nam tylko jutrzejszy wieczór. Bo co jeśli chciałabym czegoś więcej? Albo żeby chociaż trwało to, co jest teraz? Co jeśli jest coraz przyjemniej? I chcę Cię coraz bardziej? Nic. Jedno wielkie nic. Upływ czasu uporczywie drapie w kark. Nocne godziny zdecydowanie zbyt szybko parują. I jedynie subtelne pocałunki pozwalają na krótką chwilę porzucić myśli o rozstaniu. 
Bo jesteś naprawdę świetnym facetem.

niedziela, 26 sierpnia 2012

'w fazy delta cichą otchłań spaść. od Twych rąk, od Twych ust.'

Ostatnio na nic nie mam czasu. Wyskrobuję tylko nocne godziny dla Ciebie. Nie wiem dokąd to nas zaprowadzi. I nie wiem kto kogo bardziej wykorzystuje. Ale nie jest to czas pytań. Może to niemoralne. Może trochę nieetyczne. Ale nie ma to znaczenia, gdy obydwoje zgadzamy się na taki stan rzeczy. Więc podążajmy tą drogą do samego końca. Jeszcze tylko kilka dni. Niestety (?).
A powietrze wokół mnie tak przyjemnie pachnie Tobą.

czwartek, 23 sierpnia 2012

'but before the night is through, I wanna do bad things with you.'

I nieważne że za kilka dni każde z nas pójdzie w swoją stronę. I że może już nigdy nie spotkamy się. To smutne, ale aktualnie nieważne. Bo chcę Cię mieć teraz. W tej chwili. Bez zbędnych słów, obietnic czy zapewnień. A później niech się dzieje co chce. Więc bądź punktem kulminacyjnym sierpniowego maratonu. I wisienką na torcie bydgoskich przygód. Po prostu bądź.
'mam nadzieję, taki sen na realność pełną scen.'

środa, 22 sierpnia 2012

'when everything’s made to be broken.'

Jestem słaba. Boli mnie każdy kawałek ciała i myśli. Do płuc docierają resztki ciężkiego powietrza. Jestem wrakiem. Zbyt zmęczona. I zbyt ambitna. Bo zwyczajnie nie potrafię radzić sobie z porażką. A coraz większe ilości kawy niszczą nie tylko serce. Rozpadam się.
Bądź moim klejem. Nie pozwól mi zniknąć.
'zapadła noc i chyba tak źle nie było jeszcze.'

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

'wszystkie na ciele znaki, zapis bezcennych chwil.'

Wciąż czuję na sobie zapach jego ciała. Na opuszkach palców zapisała się delikatność jego skóry i każda wystająca kość. Nieopisana subtelność pocałunków przykrywa spragnione wargi. Siniaki na różnych częściach ciała i nieprzespana noc w jego ramionach. Całkiem przyjemnie.
A wszystko po to, by przekonać się, że to nie to.
'touch me. take me to that other place.'

piątek, 17 sierpnia 2012

'Mister Inaccessible, will this ever change? one thing that remains the same, you're still a picture in a frame.'

'Wybieramy tych, których nie możemy mieć. Taki On stanowi idealny cel dla naszych kompleksów. Nie mogąc odwzajemnić naszych uczuć, umacnia w nas przekonanie, że nie zasługujemy na miłość.'
Glee
Jakie to prawdziwe. Najbardziej kusi nieosiągalność. Włącza masochistyczne przyciski na stopach, by szybciej przebierały. Jest cel, do którego dążenie wypełnia czas. Wymówka od stagnacji. Jednak działanie z góry skazane na świadomą porażkę jest gorsze od jego braku. Kolejna ucieczka od prawdziwego życia. Tylko jak długo można uciekać? 
Niestety długo.

środa, 15 sierpnia 2012

'i szepnę Ci spod ciężkich powiek, że jestem taka, jaką zrobię.'

Uszyta z kompleksów niezdarnie łatanych czarną kreską i czerwoną pomadką. Regularnie łamana słowami i spojrzeniami. Lakierami do paznokci przywracam kolory wytartym miejscom. Uśmiechem krojonym na miarę zakrywam rozdarte kawałki. Pudrem przykrywam nierealne pragnienia. A tuszem do rzęs rysuję wokół siebie ochronny pancerz. 
By przeżyć kolejny dzień.
'nie szukaj mnie, ukryłam się. nie poznasz twarzy pod makijażem.'

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

'połykamy jak najprędzej sztuczny sen w niebieskiej polewie.'

Od kilku dni nie wysypiam się, ale tym razem nie przez panów robotników za oknem. Ostatnie wieczory spędzamy razem. I coraz bardziej mnie zadziwiasz. Spontaniczny wypad za miasto, nocne spacery po lesie, akacjowe kolce i łapanie małych żabek. Dałeś mi nawet poprowadzić swoje kochane auto, bez prawa jazdy. A to raczej ostatnia rzecz jakiej bym się po Tobie spodziewała. I pan policjant, który nie wnika w to, co 'młoda para robi w nocy w lesie'. Jest fajnie. Tak po prostu.
I mimo, że nie wierzę Ci, lubię te chwile, kiedy starasz się przekonać mnie, że nie zapraszasz do siebie innych kursantek. Nie wierzę, bo wiem, że mogłoby być ich całkiem sporo.

sobota, 11 sierpnia 2012

'jeśli u mnie zasypiasz, to tylko w kącie mojej głowy.'

Aż dziwne, ale lubię te chwile kiedy piszesz żebym wyszła za 15 minut. Lubię też, gdy udając od niechcenia mówisz, że musimy pójść na piwo. Gdy siedzimy godzinami rozmawiając w Twoim samochodzie i nie chcesz mnie wypuścić. I znowu wracam do punktu, w którym nie do końca wiem o co Ci chodzi. Bo przecież może mi się tylko wydawać, że jest trochę inaczej. A wszystko przypomina niezdarną zabawę w kotka i myszkę. Dałeś mi swoją bluzę żeby nie było mi zimno. I nie protestowałeś, gdy ogrzewałam zimne dłonie pod Twoją koszulką. Kolejny raz namawiałeś żebym spała u Ciebie. Okazało się, że jestem mistrzem obrony w piłkarzykach, a Ty ataku. I upijania się jednym reddd'sem żurawinowym. Bo mój organizm sam wytwarza sobie alkohol, dlatego innego już nie potrzebuję. Pierwszy raz chciałeś stać pod akademikiem zamiast szybko pożegnać się. I nawet usłyszałam kilka komplementów. Bo jestem tak fajnie zboczona i podobają Ci się moje dłonie.
A po głowie chodzi mi jedno zasadnicze pytanie, na które muszę szybko znaleźć odpowiedź.

czwartek, 9 sierpnia 2012

'na pewno czułeś kiedyś wielki strach, że oto mija Twój najlepszy czas.'

Niedawno byłam u spowiedzi. Ksiądz zapytał czy uczę się w liceum, czy gimnazjum. Zdziwiony moją odpowiedzią stwierdził, że dla niego czas zatrzymał się w miejscu. Uświadomiłam sobie, że dla mnie również. Nie oddzielam już dni ani miesięcy. I tak dzień mija za dniem, miesiąc za miesiąc, rok za rokiem. I nic konstruktywnego z tego nie wynika. Czasami mam wrażenie, że wszystko dzieje się gdzieś obok mnie. A moja rola ogranicza się jedynie do wyrywania kartek z kalendarza.
Ogarnia mnie poczucie beznadziejności. I znowu marudzę.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

'lęku pręcik, gdzieś za mostkiem, przy aorcie żarzy się bez przerwy.'

Nie można całe życie chować się za zasadami. Ani tworzyć nowych, by usprawiedliwiać brak działania. To bezpieczne, ale zbyt wygodne. Do niedawna miałam wiele zasad. I większość oparta była na strachu. A nie można przecież cały czas się bać. Dlatego stopniowo złamałam prawie wszystkie. Tylko czy było warto? Czy to coś zmieniło? Nie wiem. Ale mam wrażenie, że nawet jeśli tak, to niekoniecznie na lepsze.
Jestem lekko zagubiona. A czasami nawet bardzo.

piątek, 3 sierpnia 2012

'bo gdzie tak, jak tu kapryśnie kosmacą się myśli?'

Sierpień. Mój ostatni miesiąc w tym mieście. Mieście, które stało się tak bliskie mojemu sercu. Oczom i uszom. Ciału i myślom. Jeszcze to do mnie nie dotarło. Bo nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu. Ani powrotu do domu. Bo to niestety wielki krok do tyłu. Poza tym nie potrafię już tam funkcjonować. Duszę się. Obojętni ludzie, obojętne miejsca. I żadnego pomysłu na to, co dalej. 
Tylko wrześniowe praktyki w szkole. 

piątek, 27 lipca 2012

'tak łatwo nic się nie udaje.'

Zabawne jest to, jak łatwo wszystko się psuje. Rozpada szybciej niż domek z kart. I jak łatwo jest stracić kontrolę. To miał być dobry tydzień. A nawet bardziej niż dobry. Wszystko miałam idealnie zaplanowane. Nawet kieszenie po brzegi wypchałam optymizmem. Ale urodzinowy deser wypełniła tylko seria większych oraz mniejszych rozczarowań i porażek. Słodko. 
Bo taka jest rzeczywistość.

czwartek, 26 lipca 2012

'w źrenicy tak pełnej żywej mgły nie ma nic.'

Jestem lekko zdezorientowana. I strasznie naiwna. Okazało się, że znowu wygłupiłam się. Ale przynajmniej wszystko wyjaśniło się. Jesteśmy 'znajomymi' bo 'fajnie się rozmawia i spotyka'. Do tego końcowe 'pogadamy przy piwie'. I to by było na tyle.
Koniec pseudoromansu z instruktorem.

wtorek, 24 lipca 2012

'jesteś podwiniętą rzęsą pod moją powieką.'*

Nienawidzę Cię za szybsze bicie serca. Za trzęsące nogi i uginające kolana. Za rozbiegane myśli i chwilową dezorganizację. Za to, że wariuję gdy jesteś w pobliżu. I za to, że nie rozumiem czemu przypadkowe spotkanie Ciebie wciąż wywołuje u mnie takie reakcje. A najbardziej za sentyment, którego nie potrafię pozbyć się. Oraz to spojrzenie i zawadiacki uśmiech. 
Ale na szczęście po krótkiej rozmowie wracam na ziemię. Bo wiem, że to nie był związek na dłuższą metę. I na swój dziwny sposób cieszę się, że już nie jesteśmy razem.
_____________________
*to akurat o moim eks.

niedziela, 22 lipca 2012

'If you won't talk about this, then I can't be here anymore.'

Stoimy w martwym punkcie. W miejscu, z którego nie mogę zrobić żadnego kroku. I nic już nie zależy ode mnie. A on nie wykazuje żadnych chęci. Myślałam, że jest już w porządku, jednak myliłam się. A wszystko kończy moje zaczepne 'przypomniałam sobie dlaczego nie lubię z Tobą jeździć' i jego od niechcenia 'daj znać po egzaminie'
I tyle. Ogólnie niefajnie. 

wtorek, 17 lipca 2012

'niewiasty nosisz imię. ile Cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył?'

Jestem niezdecydowana i sama nie wiem czego chcę. Kuszę, flirtuję i uwodzę. Wysyłam sprzeczne sygnały owijając męskie myśli wokół czerwonych ust. Spacerując po rzęsach na granicy wytrzymałości prowokuję słowem, gestem i spojrzeniem. A figlarny diabeł ubrany w skąpe aluzje chowa się między wierszami. I w chwili gdy ofiara wpada w uplecione językiem sidła, bezczelnie porzucam go. A odbijając się od ścian uważam aby o nic nie zaczepić się. Mało subtelna ucieczka od zaangażowania.
Bo to zła kobieta była.

sobota, 14 lipca 2012

'i nie wiedzieć kiedy zgadniesz więcej, jaki ze mnie sukinsyn w tej letniej sukience.'

Maksymalnie naciągnęłam granice i w ostatniej chwili stchórzyłam. Odwaliłam jeden z najgłupszych numerów w moim życiu, a było ich już całkiem sporo. Dwa kroki do przodu, cztery w bok i jedenaście do tyłu. Tak kończy się igranie z ogniem. Kac moralny pogania ten alkoholowy zacierając myśli. A powieki nie mogą znieść ciężkostrawnych słów. To był długi wieczór i jeszcze dłuższa noc. A w jego koszulce i bokserkach wszystko wyglądało inaczej. Tylko sama jeszcze nie wiem czy dobrze, czy źle. I jak dla kogo.
Ale wiem, że zwyczajnie spieprzyłam. Znowu. I to bardzo.

czwartek, 12 lipca 2012

'powiedz mi proszę, co myślisz chociaż raz. wykrzycz mi głośno wszystko co byś chciał.'

Niespostrzeżenie wplotłam Cię w moje dni, przypisując godzinom myśli o Tobie. Dni, które ubrałam w czerwone czterokołowe pojazdy przemierzające ulice miasta. A wieczorom nadałam odcień błękitnej koszuli i napotkanych fontann. Zabierasz mnie w podróże do skrajności. Uwielbienie miesza się z irytacją, a euforia z frustracją. Jesteś porannym skurczem żołądka i zagadką bezsennych nocy, której wciąż nie potrafię rozszyfrować. Bo ciężko jest wspinać się na stromą górę pozbawioną miejsc zaczepienia. Ciężko, ale próbuję.
I mimo, że wkurzasz mnie jak mało kto, nie potrafię zrezygnować z tej znajomości. 

środa, 11 lipca 2012

'unosi mnie nadzieja, po czym zgniata mnie złość.'

Kolejny raz wygłupiłam się. Kolejny raz niepotrzebnie nakręciłam się. I kolejny raz dostałam po dupie. Bo niby dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Już zawsze będę tylko tą pocieszną blondyneczką, która biegnie na zawołanie i istnieje w zależności od czyichś chęci. Każdy następny miał być inny. I każdy był taki sam. Może przesadzam, może wyolbrzymiam, ale mam już tego dość. Dość zapychania dziur. Dość dostosowywania się i ulegania. Dość.
A Ty łaskawie mógłbyś w końcu określić się i powiedzieć o co właściwie Ci chodzi.

czwartek, 5 lipca 2012

'time has made us strangers.'

Cholerny sentyment jest kotwicą serca, które niedawno na nowo nauczyło się oddychać. Ułamek sekundy jak tornado zwiększa labilność myśli. Niespodziewana chwila dezorganizacji. Jednak wiem, że jesteś już przeszłością. Wiem to, mimo, że zawsze i wszędzie dostrzegę Cię. I już zawsze będziemy mijać się bez słów.
Więc dobrze, że tak rzadko Cię widuję. Dobrze, że z daleka. Im rzadziej i dalej, tym lepiej.

niedziela, 1 lipca 2012

'a dziewczyny piękne i młode oraz zawsze można je zaprosić na sok.'

Jest dziwnie. Ciągła sinusoida. Raz jest dobrze, a raz źle. Frustrująca labilność. A w międzyczasie próbuję rozgryźć mojego instruktora. W końcu zaproponował spotkanie. I tak ładnie wygląda w błękitnej koszuli. Rozmowy o wszystkim i o niczym. Lekkie dwuznaczności na czubku języka, jego wymiękanie i słodki uśmiech. Spacer po parkach, piasek w butach i zaliczanie okolicznych fontann. Huśtawki, koniki i karuzele. Bieganie i siłowanie. Smyranie słomką i liśćmi. Tak jakoś całkiem fajnie. 
A teraz czekam na zakończenie kursu. Bo podobno instruktor nie może spotykać się z kursantką.. :)

piątek, 22 czerwca 2012

'podobno jeszcze ciągle istnieją inne słońca niż to nade mną.'

Opowiem Wam jak straciłam przyjaciela. I będzie to raczej dość krótka opowieść. Był jednym z nielicznych, któremu mogłam wszystko powiedzieć i z którym mogłam wygłupiać się na wszystkie możliwe sposoby. Mogliśmy być sobą zawsze i wszędzie. U niego i u mnie. W trawie i na placach zabaw. W pubach i na pustych ulicach. To dzięki niemu nie zwariowałam w marcowo-kwietniowe dni. Bo był. I wszystko było w porządku dopóki mnie nie pocałował. Bo on chciałby czegoś więcej. Wiele razy tłumaczyłam mu, że nic między nami nie będzie. Nie chciałam żadnego kolejnego durnego związku. Nie po ostatnim. Twierdził, że rozumie. Jednak takie sytuacje nadal powtarzały się, a gdy pojawił się kolega z kursu napięcie jeszcze bardziej wzrosło. Poważna rozmowa i jego zapewnienia, że chce abyśmy normalnie kolegowali się. To było najlepsze rozwiązanie zwłaszcza, że właśnie tego chciałam od początku. Przyjaciela. Ale jak się okazało to jego 'normalne kolegowanie' w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej niż mi się wydawało. Nagle nie ma czasu, jest zajęty i ma milion różnych wymówek. A gdy spotykam go przypadkiem na mieście zachowuje się tak jakbym była powietrzem lub kimś zupełnie obcym. Nawet jego znajoma wykazuje większe zainteresowanie moją osobą. To wkurzające. A jeszcze bardziej smutne i przykre. Duże dziecko wielce obrażone bo nie dostało zabawki, którą chciało. Tak właśnie zachowuje się dorosły facet. Więc już nie piszemy. Nie rozmawiamy. I nie spotykamy się.
A mi pozostało po nim kilka zdjęć, twory origami, rechocząca żabka z lunaparku i croppowe magnesy.

środa, 20 czerwca 2012

'krwawiący uśmiech z twarzą w poduszce.'

Przez znaczną część mojego życia byłam niewidzialna. Byłam bezbarwnym i cichym brzydkim kaczątkiem niewybijającym się spośród tłumu. Zawsze gdzieś z boku. Myślałam, że skoro nie mam czym zabłysnąć to będę chociaż trochę mądrzejsza. Chciałam za wszelką cenę udowodnić sobie i innym, że coś potrafię. Jednak to nie wystarczyło. A z czasem niewidzialny kombinezon zaczął uwierać. Odkryłam, że śmiech jest magicznym włącznikiem lampki oświetlającej nas z góry. Dlatego zawsze uśmiecham się i jestem radosna. Tryskam optymizmem. Bo inaczej nikt by mnie nie zauważył. Tylko wtedy istnieję. A kilka pikantnych słów wzmacnia natężenie padającego światła. I tak nauczyłam się funkcjonować. Z uśmiechem poprzez łzy. Z żartem zza zaciśniętych zębów.
Bo jak to powiedział mój przyjaciel, mam takie amerykańskie podejście do życia - zawsze jestem happy i nie pokazuję, że jest mi źle. Bo tak naprawdę nikogo to nie obchodzi.

sobota, 16 czerwca 2012

'wyglądasz tak nierozsądnie. to nieistotne.'

Nie jest zwykłym chłoptasiem szukającym tylko zabawy. Nie jest typem nałogowego podrywacza zaliczającego panienki w weekendowe wieczory. Nie jest wulgarny ani chamski. Nie przekracza granic. Jest opanowany i cierpliwy. Ale to wcale nie oznacza, że jest ofiarą losu czy ciamajdą. Nie, wręcz przeciwnie. Jest zabawny i potrafi inteligentnie odgryźć się. Wie czego chce w życiu. Ma wyznaczone cele i priorytety. Jest stanowczy, porządny i odpowiedzialny. Uczy mnie pokory. I ma w sobie coś, co ciągnie mnie do niego i nie pozwala go nie lubić. A przy okazji jest całkiem przystojny. Ideał? Nie, prawdziwy mężczyzna.
Tylko ten smutek na myśl o zbliżającym się końcu jazd i jego powrocie do rodzinnego miasta nie daje mi spokoju.

środa, 13 czerwca 2012

'znów ostrzem twardej mowy ćwiartuję bezmyślnie, w afekcie Twą wrażliwość boleśnie.'

Jestem nienormalna. A język już dawno ktoś powinien mi odciąć. Bo jest tylko źródłem nieprzyjemnych sytuacji. W każdym możliwym aspekcie. Otwartość i bezpośredniość jest zaletą, ale tylko wtedy, gdy nie owija je zbyt duża i zbyt gruba nić bezczelności. A ja mam jej o wiele za dużo. I muszę zrazić do siebie nawet sympatycznego instruktora. Szczyt idiotyzmu. Cała ja. Zbyt wredna. Zbyt bezczelna. Zbyt chamska. Ale w zamian zawsze uśmiechnięta. Jednak to za mało. Potrzebuję więcej pokory. Bo wciąż pozostaję daleko na minusie. 
A to zdecydowanie nie jest mój dzień. I nawet muffinki wyszły mi jakieś takie średnio ładne. A miały być dobre na wszystko.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

'I got to slow right down.'

'i znów się zastanawiam jak jej teraz idzie w życiu, ale nie chcę już wracać chyba
i mam nadzieję, że nie oszukuję sam siebie, znam siebie, mógłbym znów się postarać
i przestać pić, przestać jarać, ale życie w zamian tępy śmiech ma dla nas
była jedna, jedna jak niejedna by chciała tak, dziś już nie ma tak i nie ma szans i nara
ja nie jestem trzeźwy, poznaję w barach tępe panny i sztuki co mnie znają z opowiadań
może z którąś będę dłużej, albo zdradzę ją do rana i znów nie jest tak jak być powinno.
[...]
naćpałem się wczoraj, dzisiaj znów będę żałował i znów jej zapach chciałbym mieć na dłoniach,
znów musiałem zmarnować szansę, a kurwa, miałem być dorosły, zamiast tego mam delire, ból głowy i nie mam forsy
Ty, po co dzwonisz, skoro nie chcesz ze mną gadać, dobrze wiemy, że się nam nie poukłada, mała
a wieczorem znowu wyjdę i poznam w barach tępe sztuki, o których nawet nie chcę opowiadać
może z którąś będę dłużej albo zdradzę ją do rana, bo znów nie jest tak jak być powinno.'
    
Twoja piosenka. I słowa tak bardzo o Tobie. Ale nie jest to krok do tyłu. O, nie. Powoli osiągam równowagę. I nie wierzę, że to piszę, ale jest dobrze. Nie jakoś super czy idealnie, tylko dobrze. Po prostu dobrze. Tylko czasami pojawi się jakiś rozpraszający sen. Ale to tylko sen. Tylko sen.

środa, 6 czerwca 2012

'and your heart is a stone buried underneath your pretty clothes.'

Na ulicy sprzedaję bezkształtne uśmiechy zapakowane w porwane sreberka. Czasami gratisowo dołączam kilka dwuznacznych słów wypływających z kącików ust. Przygryzając wargi naciągam niezdarnie granice. A czas wypełniam nowymi potencjalnymi obiektami westchnień. I Mr.Blue, który wydaje się być całkiem fajny, nie tylko jako instruktor. Odwijam się z jednej rolki żeby nakręcić na inną. To chore, ale tylko tak mogę zagłuszyć myśli o nim. I znowu postępuję niezbyt mądrze.
Bo nigdy nie przyznam się jak bardzo potrzebuję kogoś obok.

sobota, 2 czerwca 2012

'wlewka z gipsu w tors, niech serce zrasta się.'

Już rozumiem dlaczego ludzie piją alkohol. Rozumiem dlaczego upijają się. Ta nieopisana lekkość bytu. Wszechogarniająca euforia. I cholernie zajebiste chwile nieobciążone żadnymi myślami. Przyjemne zawroty głowy i niewyraźne twarze. I dużo śmiechu. Nawet łzy są jakby lżejsze. To nic, że rano wszystko wraca. To nic, bo zawsze wraca. Ale teraz liczy się chwila.
Powrót do metalowego Merlina z najlepszym piwem z sokiem imbirowym i starym znajomym, którego zimne dłonie tak idealnie nadają się do masażu.

czwartek, 31 maja 2012

'kikut wiary w cud i fantomowy ból.'

Muszę być szczera sama ze sobą. Czas spędzony z Tobą był wyjątkowy. Dzięki Tobie zrozumiałam, że mimo wszystko potrafię być z kimś tylko do tej pory nikt nie potrafił sprawić bym tego naprawdę chciała. Nikt oprócz Ciebie. Wiem też, że nie było idealnie. Wkurzałeś mnie prawie na każdym kroku, ale każda złość przechodziła po pocałunku. I jeszcze ten zawadiacki uśmiech z nutą przeprosin. Nie potrzebowałam niczego więcej. Tylko byś był. Jednak nasze światy za bardzo różnią się. I my również. To po prostu nie mogło udać się. Nie było ku temu żadnego powodu. Oprócz moich chęci i kilku Twoich słów. Pustych słów. A to za mało. Zdecydowanie. I mimo, że stwierdziłeś, że jesteś moim najgorszym wyborem jakiego dokonałam w życiu, nie potrafię tak myśleć. I nawet nienawidzę Cię po cichu. Wciąż wiele nie rozumiem i już nie zrozumiem. Takie życie, które toczy się dalej.
'może to nie nam pisana jest taka miłość aż po życia kres.'
A tymczasem muszę skłonić lewą nogę do współpracy ze sprzęgłem.

Archiwum bloga