Chyba zaczynam mieć dość odbijania się od ścian. Skakania między wierszami. Nagryzania wersów i szybkiej ewakuacji. Do tej pory uciekałam, gdy zaczynało robić się poważnie. Zupełnie tak, jak Ty teraz. Strach przed wielkimi słowami nazwałam alergią na związki. Konieczność określenia uwierała za bardzo. Bo tak wygodnie było stać pośrodku. Bez żadnych deklaracji i zobowiązań. Przyjemna powierzchowność. Jednak czasami męczy mnie ta cała zabawa. I coraz częściej wyłapuję dziwną potrzebę czegoś bardziej stabilnego. Istnienia w pełnym wymiarze godzin.
Albo może to tylko efekt uboczny kumulacji zaręczyn i ślubów wśród znajomych.
'gdybyś miał, a nie miewał czas i chęć i gest - byłabym na wyłączność, a nie ogólnie dostępna.'