Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bo jest paru ludzi bo jest parę w życiu dobrych chwil.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bo jest paru ludzi bo jest parę w życiu dobrych chwil.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lipca 2014

'możemy być spokojni. wrócimy tu jeszcze.'

Życie bywa monotonne i męczone. Praca, dom i tak w kółko. Wówczas wyczekuje się kilku dni wolnego, niezbędnych do odpoczynku i regeneracji sił. I tak doczekałam się urlopu i wyjazdu do Budapesztu, z którego właśnie wróciłam. Było cudownie, ale tydzień niestety szybko minął. Tak wiele zobaczyliśmy, a jeszcze tak wiele pozostało do odkrycia. Męczące ale satysfakcjonujące zdobycie Góry Gellerta z Cytadelą i niezwykłą panoramą na miasto. Gigant hamburger w niesamowicie klimatycznej Szimpli, kawa przy magicznym zachodzie słońca w barze 360 stopni. Obowiązkowe wino nad Dunajem i wietrzny Balaton. Miasto wielu imponujących mostów i tętniące życiem o każdej porze dnia i nocy. I brak jakiegokolwiek wyobcowania, a wręcz przeciwnie, pomimo intensywności szybko można się tam odnaleźć. Zdecydowanie mogłabym tam zamieszkać, tylko język mają dość trudny :P
I jak najbardziej polecam. To jedno z tych miejsc, które każdy powinien zobaczyć :)

niedziela, 2 marca 2014

'każdy wieczór jest inny, centrum świeci na żółto nad chodniki, nad bramy. kochankowie w futrynach, znajomości nad ranem. samoloty z papieru.'

Długo wyczekiwany wyjazd w końcu doszedł do skutku. I moja pierwsza tak daleka samodzielna podróż własnym autem jako kierowca. I wiecie co? Było fenomenalnie! Bo wciąż kocham to miasto. I wciąż uwielbiam tamtych ludzi, których nie widziałam 1,5 roku a mimo to rozmawiało się nam tak dobrze jakby minęło dopiero kilka dni. Oczywiście nie obyło się bez atrakcji. Panowie w aptece zawstydzeni sprzedażą lateksowych rękawiczek w rozmiarze uniwersalnym. Pan w żabce zaspokojony zakupem nawilżających chusteczek dla niemowląt. Kubrykowo-Tripowe szaleństwo na parkietach w towarzystwie m.in. Kanady i niezwykle czułe parówkowanie. Pan w czerwonej koszuli z mega odlotem i striptizer za dwa grosze. W międzyczasie jeszcze bardzo zdeterminowany Bang-Bang i zupełnie niespodziewane spotkanie z moim syjamskim bratem bliźniakiem zakończone noszeniem na rękach i milionem hugów. A na koniec rozmowy do 5 rano, sentymentalne wspominanie studenckich czasów ze współlokatorką, 2 godziny snu i bardzo poranna kawa w Mc'u. Tego właśnie potrzebowałam. Co z tego, że nogi zaraz mi odpadną skoro był to cudowny weekend.
I już nie mogę się doczekać następnego wyjazdu.

czwartek, 27 lutego 2014

'now you follow the blue fast car lines back to your big city lights.'

Tak! Tak! Taaak! W końcu grafik w pracy stał się na tyle przystępny i pojawił się cały wolny weekend, którego nie mogę zmarnować. I tym oto sposobem bez chwili zastanowienie postanowiłyśmy z dziewczynami wykorzystać go na podróż do mojego kochanego miasta. Na samą myśl zacieszam niczym dziecko czekające na Świętego Mikołaja. Tak, aż tak bardzo się stęskniłam. Oczywiście nie tylko za miastem, ale również za ludźmi, których dawno nie widziałam. W misterny plan wplątałam również moją byłą współlokatorkę, która dołączy do nas na miejscu. Tak więc blondynka za kierownicą, a druga tuż obok. Ale spokojnie, brunetka będzie czuwać nad wszystkim, więc mam nadzieję, że dotrzemy w jednym kawałku :)
Oj, będzie się działo.
'ręce związane na kokardę. z niecierpliwości drżą mi palce.'

poniedziałek, 30 września 2013

'blizny, alkohol i tatuaże. takie jest całe nasze życie. to wszystko, co mamy.'

Podsumowując okres wakacyjny z dziewczynami doszłyśmy do wniosku, że mimo, iż był to niezwykle intensywny czas, to jednak nic się tak naprawdę nie zmieniło. Czas o smaku prawie codziennych letnich libacji piwnych na słynnych schodach kończących się w pubie o wdzięcznej nazwie Zachęta. Do tej pory nie poznałam tak wielu facetów w ciągu tak krótkiego czasu. Szkoda tylko, że brakuje słów by opisać większość z nich. A gdy myślałam, że już nic nie może mnie zaskoczyć, to okazywało się, że jednak może. Bo każda z naszej czwórki spotykała się z kimś i każdej nie wyszło. 
Taki urok wakacyjnych znajomości.

niedziela, 4 sierpnia 2013

'całkowite zaćmienie albo nie wiadomo co.'

Milion myśli przepycha się jedna przez drugą, by poprzez palce wystukać monolog rozdarcia przeplatającego się pomiędzy złością a żalem. Jednak wszystkie ostatecznie sprowadzają się do jednego zdania. To jest facet, tego nie zrozumiesz. I tylko ono idealnie opisuje moje ostatnie dni. Dni, w które dość drastycznie wciągnęłam moją Iluvię. I tym sposobem słynne schody zostały zaliczone, PHHF powiedzmy, że także, piwo wylane, a wyborowo różowe okulary zdobyte. Dlatego Kochana, mam nadzieję, że mimo wszystko nie było aż tak źle :) 
Dziękuję i czekam na powtórkę :*

poniedziałek, 10 czerwca 2013

'zmiany są jednak możliwe, twierdząco echo dudniło.'

Nadszedł czerwiec, a wraz z nim szał ślubno-weselny. I tym oto sposobem ostatnio uczestniczyłam w uroczystości pożegnania stanu wolnego kuzyna. I pomimo całej mojej niechęci do tego typu imprez, tym razem bawiłam się naprawdę świetnie. Ba, mogłabym nawet napisać, że to najlepsze wesele na jakim byłam. Bo z nim. A do tego miałam kolejną możliwość przetestowania mojego pierwszego autka, będącego powodem poważnego nadwyrężenia stanu konta. Ale póki co śmiga mi się bardzo dobrze, więc nie mam powodów by narzekać. 
Bo fajnie jest móc realizować cele.
'i tak, jak teraz nie ma to znaczenia, że zasypiamy byle gdzie. i oddychamy tym, co jest na Pe.'

środa, 29 maja 2013

'jest dobrze, jest dobrze, jest.'

Tym razem będzie inaczej. Bo, gdy wyciszę kilka nieistotnych epizodów, to okazuje się, że tak naprawdę nie mam (większych) powodów, by narzekać. Mam dobrą, stałą pracę i dwie dodatkowe, także stan konta jest całkiem zadowalający. Dostaję za darmo fajne ubrania i spełniam się zawodowo ucząc dzieciaki w Centrum Korepetycji i prywatnie. Codziennie poznaję mniej lub bardziej ciekawych ludzi, a ekipa BSK jest fantastyczna, więc i praca jest przyjemna. Z kuzynką wieczorami podbijamy okoliczne puby i znane wzgórze, powiększając kolekcję niespodziewanych przygód. I jest też ktoś, komu zależy na mnie. Więc czego chcieć więcej? 
Bo jest dobrze.

piątek, 26 kwietnia 2013

power of the BSK team.

Boli mnie praktycznie każda część ciała. Każdy mięsień w dosadny sposób informuje o zmęczeniu. A w nocy zapewne nawiedzą mnie koszmary z butami i męskimi spodniami w roli głównej. Jednak nie narzekam, bo daliśmy radę. Oczywiście bez strat w paznokciach. Uniform wybrany w ekspresowym tempie. A jutro otwieramy. 
W końcu.

niedziela, 21 kwietnia 2013

'już dziś wyruszaj ze mną tam, zobaczysz jak przywita pięknie nas warszawski dzień.'

W ciągu ostatnich dwóch tygodni byłam w stolicy więcej razy niż w ciągu całego mojego życia. I pomimo irytująco przeogromnej liczby ludzi wypływających z każdej strony, stwierdzam, że da się ją lubić. Bo niewielkie jest prawdopodobieństwo bycia częścią ekipy, której poziom nienormalności znacznie przewyższa wszelkie normy, a zagęszczenie zakręconych ludzi jest niebezpiecznie wysokie. Jednak nam się udało. Kebab z koksem i fotograficzna sesja w pubie. Powywracane łóżka, uszkodzona lampka i bitwy na poduszki. Ludzkie kanapki w przeróżnych konfiguracjach i akcja pt. 'ruchanie'. Nocne bieganie w skarpetkach po luksusowym hotelu i niespodziewanie rozdarte w kroku spodnie kolegi. 'Ce gagica bomba dibi dali domba' na Marszałkowskiej i długie C w monopolowym. A na koniec chwila drzemki po 7 rano. Taka Warszawa pijana z rana. 
Tylko aż strach pomyśleć co będzie się działo, gdy po powrocie rozpoczniemy pracę.
'zza szyby oglądam betonu stolicę.'

niedziela, 14 kwietnia 2013

'w ramach okien, witryn wielkich sklepów słońce, zegar, centrum gdzieś pośrodku miasta.'

Zmęczenie wkrada się w każdy dzień, jednocześnie przeplatając się z ekscytacją. Otwartość płynąca od każdej osoby. I imienne rymowanki o podtekście seksualnym. Wówczas nawet deszczowa stolica nie jest taka straszna. Kolejny etap integracji, czyli ciąg dalszy podboju Warszawy, tym razem uwzględniając nocleg na Marszałkowskiej. Oj, będzie się działo :)
A tymczasem muszę jakoś się spakować :P

wtorek, 9 kwietnia 2013

'krok za krokiem niesie Cię pozytywna myśl, że nie jest źle.'

Ludzie jednak potrafią dać pozytywnego kopa. Wystarczył pierwszy dzień szkolenia, ba pierwsza poranna podróż do stolicy, by przekonać mnie, że to fenomenalna ekipa, a praca w takim składzie będzie na pewno świetną przygodą. Już ich uwielbiam. Wszystkich razem i każdego osobno. A kolejne dni wspólnie spędzone na podboju warszawskich galerii będą co najmniej ciekawe. I pomimo zmęczenia, nie mogę doczekać się następnych akcji. 
I pierwszej wypłaty :P