Nie lubię świąt. Nie ma to jak optymistyczny początek, ale niestety tak wygląda rzeczywistość. Tylko nie wiem czy to wynika z dorosłości zmieniającej podejście, czy raczej świat tak się zmienił i pędzi w zupełnie nieprzyjemnym kierunku. Z roku na rok coraz bardziej irytuje mnie świąteczna otoczka, która sprowadza się do frustrującej bieganiny. Być może w dużej części związane jest to z moją pracą i koniecznością przebywania z ludźmi, którzy coraz bardziej przekonują mnie, że są kretynami. Niestety inaczej nie da się ich nazwać. A przez ostatnie dni zmęczenie materiałem zdecydowanie wzięło górę i już nie mam siły być miła. Ale Wam oczywiście życzę wszystkiego co najlepsze, samych radości, kilku chwil wytchnienia i ogromu cierpliwości.A obok nasza mała wredota :)