Życie bywa monotonne i męczone. Praca, dom i tak w kółko. Wówczas wyczekuje się kilku dni wolnego, niezbędnych do odpoczynku i regeneracji sił. I tak doczekałam się urlopu i wyjazdu do Budapesztu, z którego właśnie wróciłam. Było cudownie, ale tydzień niestety szybko minął. Tak wiele zobaczyliśmy, a jeszcze tak wiele pozostało do odkrycia. Męczące ale satysfakcjonujące zdobycie Góry Gellerta z Cytadelą i niezwykłą panoramą na miasto. Gigant hamburger w niesamowicie klimatycznej Szimpli, kawa przy magicznym zachodzie słońca w barze 360 stopni. Obowiązkowe wino nad Dunajem i wietrzny Balaton. Miasto wielu imponujących mostów i tętniące życiem o każdej porze dnia i nocy. I brak jakiegokolwiek wyobcowania, a wręcz przeciwnie, pomimo intensywności szybko można się tam odnaleźć. Zdecydowanie mogłabym tam zamieszkać, tylko język mają dość trudny :P
I jak najbardziej polecam. To jedno z tych miejsc, które każdy powinien zobaczyć :)